sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 30.

Obudziłam się z potwornym bólem, kompletnie nie pamiętając co się stało i nie wiedząc gdzie jestem. Syknęłam i złapałam się za pulsującą głowę. Spod przymrużonych powiek dostrzegłam lampkę nocną obok łóżka na którym leżałam i jedną szafkę. Wyposażenie pokoju nie robiło wrażenia, więc zgaduję, że w hotelu nie jestem. Ostatnimi siłami dźwignęłam się i wstałam, zmierzając do drzwi. Chwyciłam klamkę,
która niestety nie pozwoliła mi otworzyć drzwi. Przyłożyłam czoło do drewnianej powłoki i zaczęłam walić w nią pięściami. Jeśli to jakiś nieśmieszny żart Jai'a to go zabiję.
- Jai do cholery to nie jest śmieszne, wypuść mnie! Jeśli tak próbujesz się na mnie odegrać za Erica to jesteś jeszcze większym palantem niż myślałam. - krzyczałam wściekła. Nawet nie wiem jak się tu znalazłam. Jedyne co pamiętam to jak położyłam się do łóżka, Eric rozmawiał z kimś przez telefon na zewnątrz. Chciałam na niego zaczekać aż skończy, ale oczy same mi się zamykały i po kilku minutach usnęłam. A teraz budzę się sama nie wiem gdzie w dodatku zamknięta na klucz. Widząc, że moje próby zwrócenia na siebie uwagi nic nie dały, usiadłam pod ścianą obok drzwi i schowałam głowę w nogach. Siedząc tak przez nie wiem ile czasu, usłyszałam czyjeś kroki i brzęczenie kluczy. Zamek się otworzył, a w drzwiach nie stanął Jai, tylko mężczyzna, którego skądś kojarzyłam. Od razu wstałam na równe nogi i się odsunęłam, czego poczułam skutek po sekundzie, gdy pulsowanie wzmocniło się.
- Spokojnie księżniczko. - wysoki brunet zaśmiał się dźwięcznie, a ja zmarszczyłam brwi i uważnie mu się przyjrzałam. Ubrany był w biały podkoszulek i czarne jeansowe spodnie. Jego twarz zdobił zarost, a oczy koloru jasnego brązu wpatrywały się we mnie z niezrozumiałą dla mnie iskierką. W tym momencie przez głowę przeleciało mi wspomnienie, wieczoru w klubie z Beau i chłopakiem, którego poznałam przy barze. Później strzelanina i ucieczka. Zszokowana odsunęłam się jeszcze bardziej, a moje serce przyśpieszyło swojej pracy. Dotarło do mnie, że to nie są głupie żarty Jai'a. Zostałam porwana. Znowu.
- Nick. - wyszeptałam i spojrzałam na niego przerażona. To nie dzieję się naprawdę. Stał przede mną największy wróg Jai'a, który próbował nas zabić!
- Miło, że mnie pamiętasz. - cichy śmiech wydobył się z jego ust, po czym zrobił krok w moim kierunku. - Nie bój się Carolinie, nie pamiętasz jak dobrze nam się gadało za nim Jai nam przerwał? - jego postać stała metr przede mną, a ja próbowałam wtopić się w ścianę, niestety nieskutecznie.
- Odsuń się. - poprosiłam, a głos pod koniec mi się załamał. Poczułam pieczenie oczu, a łzy utrudniały mi widzenie, więc przymknęłam powieki. Poczułam na twarzy jego szorstką dłoń, która starła moją łzę i po kości policzkowej przejechała aż do ucha za które wsunął pojedyncze pasemko włosów. Spojrzałam na niego zaszklonymi oczami, a on zacmokał.
- Taka niewinna, ciekawe czy w łóżku też taką zgrywasz. - zaśmiał się szyderczo, a mi zabrakło tlenu w płucach. Do czego on zmierza?
- Wypuść mnie, proszę. - błagałam żałośnie i miałam wrażenie, że on czerpał jedynie satysfakcję ze stanu w jakim się znajdowałam.
- To niemożliwe, jak wiesz z Jai'em mamy pewny konflikt. Ty jesteś tylko kartą przetargową. Potrzebuję cię, by sprawić cierpienie Jai'owi. Związałaś się księżniczko z nieodpowiednim mężczyzną. - zaśmiał się i zabrał rękę z mojej twarzy. Niestety nie zwiększył przestrzeni między nami.
- Jai pewnie nawet nie zwrócił uwagi, że mnie nie ma. Nie jestem dla niego tak ważna jak uważasz. Moja strata nie sprawi mu cierpienia. - próbowałam jakoś się ratować. Niestety po twarzy Nicka widać było, że mi nie uwierzył.
- Kogo próbujesz okłamać? Mnie czy siebie? - kolejna fala śmiechu, a ja się skrzywiłam. Nagle wyjął z tylnej kieszeni spodni mały, składany nóż, a moje ciśnienie wzrosło jeszcze bardziej. Czułam się jak w jakimś żałosnym thrilleru. Po rozłożeniu, przyłożył je do mojej szyi, a wtedy łzy zaczęły wypływać z moich oczu niepohamowanie.
- Nie, błagam nie rób tego. - płakałam, a on się śmiał. Cały czas z jego ust wydobywał się ten straszny głos.
- Możesz błagać na kolanach. - przycisnął ostrze jeszcze bardziej, jednak nie ruszył go ani nie wbił, więc nie zrobił mi żadnej rany. Nagle do pokoju weszła kolejna osoba, spojrzałam w tamtym kierunku z nadzieją na ratunek i oniemiałam. W drzwiach stał Eric, mój brat.
- Eric, pomocy. - wyszeptałam przerażona, a brunet odwrócił głowę w jego kierunku i zdjął ostrze z mojej szyi. Eric uśmiechnął się do Nicka, a ja nie zrozumiałam tego gestu, co tu się wyprawia?
- O Eric dobrze, że do nas dołączyłeś, wchodź. - brunet uśmiechnął się do niego szeroko, a blondyn wykonał kilka kroków w naszym kierunku.
- Co jest grane? Eric? - spojrzałam na niego zdezorientowana, a ten jedynie wzruszył ramionami. - Czyli jednak Jai miał rację co do ciebie. Oszukałeś mnie. - głos kolejny raz tego dnia zadrżał, a łzy znów pojawiły się w moich oczach. Jak mogłam się nie słuchać Jai'a? Jestem taka głupia i łatwowierna. Najbardziej boli mnie fakt, że mogę teraz nawet umrzeć, będą w jakimś stopniu pokłócona z nim. Nie mogę mu powiedzieć jak bardzo go kocham.
- Jesteś sprytna kochanie. - zaklaskał Saker, a ja się skrzywiłam. - I jak jakieś wiadomości? - zwrócił się do blondyna, a ten pokręcił głową.
- Żadnych, nasi ludzie nigdzie nie wiedzieli Jai'a i jego bandy. Jakby cały czas beztrosko siedział na tych swoich wakacjach. - zaśmiał się szyderczo, a po moich plecach przeszły ciarki. Co jeśli naprawdę mnie nie szuka? Te słowa strasznie mnie zabolały. Może naprawdę nigdy mu na mnie nie zależało, przespał się ze mną w końcu, więc na co mu teraz jestem? Moja dolna warga niebezpiecznie zadrżała, a z ust wydobył się cichy jęk. Obaj mężczyźni przyjrzeli mi się uważnie, a głos zabrał Nick.
- Może jednak się myliłem co do niego. Księżniczko najwidoczniej miałaś rację, nic dla niego nie znaczysz, czyli jesteś mi niepotrzebna. - warknął i złapał mnie za nadgarstek, ciągnąc w niewiadomym kierunku. Dla mnie jednak stało się to obojętne, w głowie krążyły mi jedynie słowa "nic dla niego nie znaczysz". Weszliśmy do pokoju, w którym stało krzesło na środku pomieszczenia, zostałam do niego przywiązana, a Nick podszedł do jednej z szafek. Wyjął z niej jakiś scyzoryk i złapał moje ramię. Nie szarpałam się, bo po co? Wiedziałam, że nie mam szans i tylko doznałabym więcej bólu. Chociaż fizyczny ból w niczym nierówna się z psychicznym. A moja psychika właśnie uległa rozpadowi. Poczułam pieczenie, więc spojrzałam w tym kierunku i dostrzegłam strużkę krwi. Widziałam jak brunet kreśli na moim ramieniu półksiężyc scyzorykiem, a ból przeszywał całą rękę.
- Taki znak rozpoznawczy, jeśli ktoś znajdzie twoje ciało. W co wątpię. - zrobił przerwę i przyjrzał się swojemu dziełu, które było całe umazane krwią, która ciągle wydobywała się z otwartych ran. - Ale jeśli jakimś cudem ktoś cię znajdzie to będzie wiedział, że to ja ci to wszystko zrobiłem. - zemdliło mnie na dźwięk jego śmiechu i zacisnęłam szczękę, ból był coraz gorszy.
- Zrobiłbym go na twarzy, ale szkoda mi tej twojej niewinnej buźki. - przybliżył się, a ja poczułam na szczęce drobne pocałunki, które zbliżały się do moich ust. Chciałam odwrócić głowę, ale przytrzymał ją rękoma, więc nie mogłam nic zrobić. Wpił się w moje usta, a ja jęknęłam z obrzydzenia co nie było dobrym posunięciem. Nick szybko wykorzystał sytuację i jego język znalazł się w mojej buzi. Nie miałam siły już nawet na uronienie łzy, wolałam umrzeć w tym momencie niż to znosić.

Jai
- Masz powiedzieć, że nigdzie mnie nie widziałeś, rozumiesz? - warknąłem do kolesia w granatowej koszulce z blizną na twarzy i łysą głową do której przyłożyłem naładowany pistolet. - Inaczej pożegnasz się z życiem w tym momencie. - obserwowałem jego niezdarne ruchy, gdy próbował wyciągnąć krótkofalówkę z kieszeni. Westchnąłem zirytowany i kazałem mu się pospieszyć. Po chwili usłyszałem hałas urządzenia i głos po drugiej stronie.
- No i jak Leon, wielmożny Jai Brooks ruszył swój tyłek w poszukiwaniu ukochanej? - słysząc śmiech po drugiej stronie, moje ciśnienie podniosło się jeszcze bardziej, a ja byłem bliski rozwalenia czaszki tego kolesia szybciej niż zamierzałem.
- Nie Marco, on nawet nie ruszył się z tego domku. Całą noc tam siedzi i teraz też. Zdaje się, że w ogóle nie zauważył by ona zniknęła. - mój zakładnik odpowiedział podenerwowanym głosem jednakże jego rozmówca wcale nie zwrócił na to uwagi.
- Poważnie? Jednak jest jeszcze większym idiotom niż myślałem. Gdybym to ja był szefem zdołałbym go zabić w ciągu kilku dni, a nie bawił się tak z nim, nie wiadomo ile lat. - charkot urządzenia oświadczył o zakończeniu połączenia.
- Dobra robota. - powiedziałem dosyć miłym głosem i odsunąłem broń od głowy Leona. Jednocześnie wyjąłem zza pleców nóż, którym poderżnąłem ofierze gardło. Wzruszyłem ramionami i puściłem ciało, które wydało z siebie głuchy dźwięk, nie mogąc nabrać powietrza. Przecież nie zastrzeliłbym go, za dużo w pobliżu jego ludzi, a tak obyło się bez hałasu i niepotrzebnych hałasów. Odwróciłem się na pięcie do chłopaków i z kamiennym wyrazem twarzy ruszyłem w kierunku bazy daemonsów. Niech myślą, że nie szukam mojej Caroline. Zrobię im niespodziankę moim przyjściem. Moi ludzie wybijają ludzi Nicka, powoli, jednego po drugim. Już niedługo wydostanę ją z tego piekła i nigdy nie pozwolę by stała się jej krzywda. Jestem gotów za nią umrzeć.

Wow dziękuję, że ktokolwiek przeczytał poprzedni rozdział!
Ja na waszym miejscu bym mnie olała, na poważnie.
Ogółem przepraszam, że ten rozdział taki nijaki, ale nie miałam coś pomysłu na napisanie go:(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz