niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 29.

Wow wróciłam po roku, za co strasznie przepraszam, że tak zwlekałam. Nie zdziwię się jak nikt tego teraz nie będzie czytać, bo zawiodłam po całej linii eh... Naprawdę was przepraszam, jeśli jednak jakiś stary czytelnik nadal czekał na mój powrót to oto jestem i mam małą wiadomość. Zalecam przeczytanie całego opowiadania od początku, pozmieniałam treść niektórych rozdziałów i poprawiłam błędy. Miłego czytania x

~.~
Gdy tylko wróciłam do domku zadzwoniłam po dziewczyny, by jak najszybciej wracały, a te pojawiły się już po upływie kilkudziesięciu minut. Zwołałam chłopaków, którzy gdy tylko zobaczyli u mojego boku Erika to nieźle się zdziwili, w szczególności Jai. Jego mina i postawa wyrażała niezrozumienie oraz złość.
- Caroline, co on tutaj robi? - Daniel wskazał palcem mojego towarzysza, przerywając tym niekomfortową ciszę.
- Nie wiem od czego zacząć, to dla mnie trudne. - westchnęłam bezradnie i spojrzałam na przyjaciół.
- Znacie już Erika, pracuje ze mną w kawiarni. Spotkałam się z nim jakąś godzinę temu na plaży,
gdzie wyjawił mi kilka ważnych rzecz dotyczących mnie i jego. Dowiedziałam się, że jesteśmy rodzeństwem, Erik to mój brat o którym nie miałam pojęcia przez tyle lat. Dajecie wiarę, że pracowałam z nim tak długo i się nie zorientowałam? Cały czas byłam oszukiwana przez najbliższych i nie zorientowałam się, że najbliższą osobę mam na wyciągnięcie ręki. - wypuściłam głośno powietrze i pokręciłam głową, a włosy zakryły mi twarz. Poczułam szarpnięcie za ramię i zostałam wyciągnięta na zewnątrz.
- Chyba musimy porozmawiać na osobności. - warknął pod nosem Jai, którego policzki aż się zaczerwieniły ze złości.
- Jai nie mam siły na kłótnię, wiesz jak się teraz czuję? Byłam tak długo oszukiwana przez osoby, które były moją jedyną rodziną!
- I to daję ci pozwolenie na przychodzenie tutaj z tym idiotom? Na pewno wcisnął ci jakiś kit, że jest twoim jebanym bratem, a ty oczywiście od razu uwierzyłaś. - zszokowana otworzyłam usta, a po chwili je zamknęłam. Jak śmie się odnosić do mnie takim tonem?
- Wiesz, że byłam adoptowana? - spojrzałam na niego ze złością, a on spoważniał i już nie patrzył mi w oczy tylko gdzieś za moim ramieniem.
- Wiem. - odpowiedział cicho, a moje serce zakołatało jeszcze mocniej. - Wiedziałem od samego początku, mówiłem, że wiem o tobie więcej niż może ci się wydawać.
- Skoro wiedziałeś o tym to dlaczego nie mogłeś mi nic powiedzieć? Też chciałeś mnie utrzymywać w tym kłamstwie, że osoby, które mnie wychowały to moi prawdziwi rodzice? Jesteś okropny. - próbowałam to wszystko przeanalizować, ale im więcej myślałam tym bardziej bolała mnie głowa od napływu wiadomości. Łzy znów spływały po zaróżowionych policzkach aż do kącików ust. Pociągnęłam nosem i odwróciłam się, by odejść, ale na próżno. Jego silna dłoń zacisnęła się na mojej i mnie zatrzymała.
- Właśnie dlatego nie chciałem ci nic mówić. Szczęśliwsza byś była z świadomością, że osoby, które znasz od zawsze i kochasz to twoi rodzice, a nie obce osoby. Po drugie nie chciałem ci mówić, bo pewnie byś chciała odszukać tych nowych rodziców, a wtedy znów byś się zawiodła.
- Dlaczego? - spojrzałam na niego szklanymi oczami, nie do końca wiedząc o co mu chodzi.
- Cari, oni też nie żyją. Twoja matka zmarła zaraz po twoich narodzinach, a ojciec, który był w niej zakochany po uszy, po jej śmierci, powiesił się w szpitalnej łazience. Zostałaś sierotą już pierwszego dnia, gdy przyszłaś na świat. Państwo Vess od po wypuszczeniu cię ze szpitala zabrali cię ze sobą. Oni sami nie mogli mieć dzieci, więc ty byłaś dla nich darem. Kochali cię i wychowali jak własne dziecko. Nie powinnaś teraz wracać wspomnieniami do przeszłości, czy najważniejsze nie jest to, że miałaś przy sobie parę osób, która kochała cię bezgranicznie? A przede wszystkim Caroline. - Jai spojrzał ze zmarszczonymi brwiami w kierunku domku, w którym siedzieli nasi przyjaciele i Erik. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, po czym schylił głowę i wyszeptał mi do ucha: - Sprawdziłem wszystkie możliwe źródła i twoi rodzice nie mieli żadnego innego dziecka oprócz ciebie. Miałaś byś ich pierwszym, więc Erik cię okłamuje, rozumiesz?
Nie wiem jeszcze po co to robi, ale to odkryję. Na pewno nie ma dobrych zamiarów, więc karz mu się wynosić i dać ci spokój.
- Jai możliwe, że coś przegapiłeś, bo skąd on miałby tyle wiedzieć o mnie? Sam kiedyś wspominałeś, że masz najlepsze źródła informacji, więc skąd on miałby wiedzieć? Może jest kolejną osobą, która próbuje mnie uprowadzić? - zakpiłam i wyrwałam się z jego objęć. - Jesteś po prostu przewrażliwiony i zazdrosny. Proszę cię opanuj się i nie wymyślaj kolejnych teorii. Nie możesz zaakceptować wiadomości, że Erik to mój brat i będę z nim teraz spędzać czas, czy ci się to podoba czy też nie.
- To nie chodzi do cholery o zazdrość! Caroline, czy ty nie możesz chociaż raz się mnie posłuchać? Tutaj chodzi o ciebie i twoje bezpieczeństwo, on nie jest tym za kogo się podaje.
- Daj spokój Jai, nie chcę tego słuchać. - rozdrażniona weszłam do domku, a chwilę po mnie Jai z mordem wymalowanym na twarzy. Wszyscy patrzyli na nas podejrzanie. Zignorowałam te spojrzenia i usiadłam obok Erika oraz Mony.
- Chłopaki możecie się zbierać do swojego domku. Zebranie skończone. - przyjaciele posłuchali się, oczywiście tylko wielmożny Jai Brooks siedział nadal na tym samym miejscu. Monica podeszła do Beau i mocno go przytuliła po czym cmoknęła w policzek na pożegnanie. Susan lekko uścisnęła Luke i teraz już wszyscy stali w drzwiach domku.
- A gdzie będzie spać Erik? - przed wyjściem zapytał James, a Erik już chciał coś odpowiedzieć, ale mu szybko przerwałam.
- Tutaj. Jest moim bratem, więc nie będzie to dziwne, gdy położę się z nim do jednego łóżka. Poza tym chcę z nim jeszcze porozmawiać. - uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam jak Jai zaciska pięści i patrzy w kierunku blondyna nienawistnym spojrzeniem. Luke zareagował na jego postawię i pociągnął go w kierunku wyjścia, gdy w końcu drzwi się zamknęły odetchnęłam z ulgą.
- Dziewczyny mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. - spojrzałam na brunetkę i blondynkę.
- Nie no co ty, to zrozumiałe, że chcesz z nim spędzić teraz jak najwięcej czasu. Poza tym lubię Erika. - Sue uśmiechnęła się wesoło i weszła do łazienki.
- Mi również nie przeszkadza jego towarzystwo, wydaje się fajny. - przyjaciółka usiadła na swoim łóżku po czym wyjęła spod poduszki jakiś dramat i słuchawki z kiszeni. Spojrzałam na brata i nie wiedziałam od czego zacząć, miałam tyle pytań.
- Pamiętasz jacy oni byli?
- Pewnie, że pamiętam. Matka była bardzo podobna do ciebie z wyglądu, a ojciec miał taki sam charakter jak ty. Tak samo nieprzewidywalny i przyjacielski dla każdego. - wyszczerzył się, a ja wyobraziłam sobie w głowie obrazek jak mogłoby wyglądać teraz moje życie, gdyby oni tylko żyli.
- Jak poradziłeś sobie z ich śmiercią? - spytałam niepewnie. Wiem, że to drażliwy temat i zrozumiem jak nie zechce mi udzielić odpowiedzi.
- Więc po ich śmierci trafiłem do domu dziecka, bo nasza najbliższa rodzina mieszkała w innym kraju i nie mogła po mnie przylecieć. Ty przez to, że byłaś malutka szybko znalazłaś dom. Ja miałem wtedy 5 lat i byłem bardzo dokuczliwym dzieckiem. - zaśmiał się i potrząsnął głową. - spędziłem trzynaście lat w sierocińcu aż do ukończenia osiemnastki. Wtedy dostałem jakieś pieniądze na start i postanowiłem się wprowadzić do LA. Przyrzekłem sobie, że cię odnajdę a w tym czasie to ty odnalazłaś mnie. Przyszłaś pewnego dnia do kawiarenki szukając pracy, od razu cię rozpoznałem. Jak mówiłem jesteś bardzo podobna do matki.
- To dlaczego zwlekałeś z powiedzeniem mi prawdy? - posmutniałam, a Erik to zauważył.
- Przepraszam za to, ale sam próbowałem oswoić się z myślą, że w końcu odnalazłem moją małą siostrzyczkę. W końcu nie jestem sam. Uwierz nie raz chciałem ci powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Gdy w końcu zebrałem się na sile ty zostałaś porwana, strasznie się o ciebie martwiłem. Później jak pisałem z Sue ona mi wszystko opowiedziała i dodała, że wyjeżdżacie do San Francisco. Nie zwlekając wsiadłem w pierwszy lepszy samolot i przyleciałem tu do ciebie, by ci to powiedzieć. Bałem się, że znów cię stracę.
- spojrzałam na niego z pocieszającym uśmiechem i przytuliłam się do niego.
- Teraz mnie już nie stracisz. - siedzieliśmy tak w siebie wtuleni do momentu aż zasnęłam.

~.~
Nazajutrz obudziłam się przez jakieś rozmowy. Usiadłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Dziewczyny leżały jeszcze w swoich łózkach i smacznie spały, ale jednej osoby mi brakowało. Wyszłam przed domek i zobaczyłam poddenerwowanego Erika rozmawiającego z kimś przez telefon. Jak mnie zobaczył to szybko się rozłączył i podszedł do mnie.
- Cześć, z kim rozmawiałeś? - spytałam zaciekawiona.
- Z nikim ważnym. - zmarszczył brwi. - Kumpel dzwonił w pewnej sprawie. - nie wypytywałam o nic więcej tylko weszłam za nim do domku.
- Ja idę się umyć i ubrać, niedługo wrócę. - powiedziałam szeptem i zniknęłam za drzwiami łazienki. Napuściłam sobie wody do wanny i szybko do niej weszłam, rozkoszując się ciepłą wodą.
Mam nadzieję, że teraz gdy mam przy sobie samej najbliższe osoby to wszystko się ułoży. Mojemu kochanemu chłopakowi z humorkami na pewno też niedługo przejdzie złość.

~.~
Po ubraniu spodenek z wysokim stanem, czarnej koszulki z wiązaniem na dekolcie i pomalowaniu rzęs, wyszłam z łazienki. Na moim łóżku siedział Erik, a obok niego Sue, oboje zawzięcie dyskutowali na jakiś temat. Naprzeciwko nich siedziała Monica, która pisała z kimś wiadomości. Dosiadłam się obok niej i oparłam głowę o jej ramię. Przymknęłam oczy i zaczęłam nucić piosenkę Zayna "It's you" pod nosem.
- Beau pisze, że za dziesięć minut mamy spotkać się na plaży przed naszymi domkami. Będziemy grać w siatkę. - ucieszyła się blondynka, a ja od razu się podniosłam i do niej wyszczerzyłam.
- Jesteśmy w tej samej drużynie. - przyjaciółka przejęła mój entuzjazm i przybiła mi piątkę ze śmiechem.
- Ci frajerzy nas nie pokonają. Nie ma szans.
- Masz rację. - przyznałam jej z powagą, a gdy tylko na siebie spojrzałyśmy to wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Mona oparła się o mnie i pod rękę wyszłyśmy z domku. Erik i Susan dotrzymali nam kroku i po kilku minutach byliśmy na wyznaczonym miejscu. Dostrzegłam Beau, który ze śmiechem i piłką do siatki uciekał przed Danielem. Pokręciłam głową z uśmiechem, jakbym widziała gromadkę dzieci na placu zabaw. Luke i James rozlewali jakieś napoje do plastikowych kubeczków, ale brakowało mi jednej osoby. Oczywiście nie było nigdzie Jai'a. Naprawdę tak się obraził, że teraz się nawet nie pojawił? Może powinnam do niego pójść? Najpierw pogadam z jego bliźniakiem.
- Hej Luke, mogę na słówko? - brunet podniósł na mnie wzrok i z uśmiechem kiwnął głową. Jak to możliwe, że oni są bliźniakami? Jai za zawracanie mu głowy spiorunowałby mnie wzrokiem, gdy Luke bez słowa, posłusznie ze mną odchodzi i przy tym ciągle się uśmiecha.
- Jak zgaduję chodzi o Jai'a? - spojrzałam na mnie z uniesioną brwią, a ja zachichotałam.
- Aż tak to widać?
- A o czym byś chciała pogadać na osobności? Chyba nie o dzisiejszej pogodzie. - również wydał z siebie wes*oły odgłos i szedł ze mną blisko brzegu morza.
- Ej jesteś też moim przyjacielem, a nie tylko poradnikiem "jak obsłużyć i obchodzić się z Jai'em". Mogę z tobą rozmawiać na wszystkie tematy. - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie co odwzajemnił.
- To miłe z twojej strony, a już się bałem, że tylko z jego powodu ze mną gadasz. - dramatycznie przyłożył rękę do czoła i westchnął, co wywołało głośny śmiech u mnie jak i u niego.
- A wracając do tematu to nadal jest bardzo zły?
- Dziwisz się, że jest zły? Spałaś w jednym domku, a przede wszystkim jednym łóżku z innym kolesiem, kiedy jemu kazałaś się zmywać do naszego. - pokręcił głową z małym uśmieszkiem na ustach.
- To Erik, nie powinien odczuwać jakiegokolwiek zagrożenia, więc nie rozumiem po co jest taki zazdrosny i zaborczy.
- On już taki po prostu jest, znasz jego powiedzenie "co jest moje, pozostaje moje na zawsze". Nie lubi się dzielić, przede wszystkim kobietą, tego nie lubi żaden facet.
- Dlatego nie przyszedł, z powodu Erika?
- Nie. Jai zaraz powinien przyjść, wspominał, że musi coś załatwić. - chłopak wzruszył ramionami. Zaczęłam się zastanawiać cóż to on musi znowu załatwić, gdy dotarliśmy na miejsce. Widziałam jak nasi przyjaciele przydzielają się już do drużyn. Dołączyłam do mojej, czyli Mony, Sue, Erica, przeciwko Danielowi, Beau, Luke'owi i James'owi. Ustawiłam się przed siatką i zobaczyłam niedaleko siedzącego Jai'a w czarnych szortach i bez koszulki.
O mój Boże. Jakie on ma ciało.
Pomachałam mu na przywitanie i zawołałam, by do nas dołączył.
- Nie dzięki, ja pooglądam jak gracie i tak jakbym dołączył to byłoby nieparzyście.
- Ale możesz być na rezerwie. - odezwał się Beau i przyglądał się młodszemu czekając na jego odpowiedź.
- Nie chcę.
- No dobra, nie zmuszamy cię. - gra cię rozpoczęła. Daniel zaserwował a ja szybko podbiegłam i odbiłam do Sue, ta z kolei do Mony, która przebiła piłkę na drugą stronę boiska. Luke szybko zareagował i podbiegł do piłki, nie zdążył jednak jej odbić i w ten sposób zdobyliśmy punkt.

~.~
Ostatni serw należy do Erika, jeśli mu się uda to wygramy 19:18. Obróciłam głowę w jego kierunku i posłałam mu dopingujący uśmiech. Chłopak podrzucił piłkę i tak mocno w nią uderzył, że z impetem uderzyła w drugą połowę boiska. Z ust wydobył mi się pisk radości i podbiegłam do dziewczyn oraz Erika i przytuliłam ich wszystkich.
- Mówiłam, że nie mają z nami szans. - Monica puściła mi oczka, a ja się zaśmiałam.
- Kurdę stary, masz niezłą siłę. Ćwiczysz coś? - Beau do nas podszedł, obejmując moją przyjaciółkę, a zaraz za nim reszta jego drużyny.
- Od czasu do czasu chodzę na siłownię.
- Od czasu do czasu? Chyba godzinami tam siedzisz. - zaśmiał się Luke, a chłopaki zgodzili się z jego słowami.
- To nic takiego, wy też macie tyle siły.
- My to co innego. - szybko uciął ten temat Jai, który przez cały mecz siedział cicho na miejscu, zapalając raz papierosa. Objął mnie w pasie i cmoknął w szyję. Od razu się rozluźniłam i oparłam o jego klatkę, ale wtedy przypomniało mi się, że zrobił to wszystko na pokaz. Tylko po to by pokazać, że należę do niego. Oderwałam się od niego i podeszłam do ręczników przy których stał koszyk z jedzeniem i wcześniej przygotowane przez Luke'a i James'a drinki. Sięgnęłam po jeden czerwony kubeczek i ciurkiem wypiłam jego zawartość. W moje ślady poszedł każdy i po chwili rozłożyliśmy się na ręcznikach. Postanowiliśmy spędzić resztę popołudnia na plaży, opalając się i pływając. Mimo iż zapomniałam ubrać stroju, a wracać i przebierać mi się nie chciało to zdjęłam ciuchy i zostałam w samej białej bieliźnie. To prawie to samo co strój, więc co tam. Usiadłam znów na ręczniku i z koszyka wyjęłam kem do opalania.
- Jai posmarujesz mi plecy? - położyłam się na brzuchu, a już po chwili usłyszałam jak wyciska biały krem. Jego dłonie wylądowały na moich plecach i powolnymi ruchami zjeżdżały z góry na dół. Nasmarował też moje ramiona, a gdy to robił zbliżył swoją głowę do mojej szyi i nosem przejechał po niej aż do ucha.
- Caroline czemu nie ubrałaś stroju? Wolę żeby tylu chłopaków w takiej bieliźnie cię nie oglądało. - mruknął zachrypniętym głosem, a ja poczułam ciarki w dole kręgosłupa.
- Nie sądziłam, że będzie mi potrzebny, a nie chciało mi się po niego wracać. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i odwróciłam twarz w jego kierunku. Spojrzałam na jego usta, a po chwili wylądowały na nich moje i połączył się w słodkim pocałunku. Gdy się od niego odsunęłam to się uśmiechnęłam. - Nie bądź już taki zazdrosny. Wiesz, że jestem twoja.

Jai

Jest już trzecia w nocy, a ja z chłopakami nadal nie mogę spokojnie zasnąć, moje przemyślenia nie dają mi spokoju.
- Czy tylko ja widzę w nim coś podejrzanego? Na pierwszy rzut oka widać, że z nim coś nie tak. - mruknąłem pod nosem, a chłopaki jedynie zachichotali.
- Jesteś jedynie zazdrosny, masz jakieś przewidzenia, przecież to jej brat. Może faktycznie coś przegapiłeś. - James wzruszył ramionami i wpakował sobie do buzi chrupki serowe.
- Wierzysz w to, że mógłbym coś przegapić? - warknąłem. - Poza tym czy brat patrzy się ciągle na tyłek swojej siostry i cycki? - zacisnąłem zęby i pięści, przypominając sobie jak natarczywie patrzał na moją Cari. To nie był wzrok troskliwego brata.
- Nie dziwię mu się, bo co jak co, u niej jest na co popatrzeć. - Beau poruszył brwiami, a we mnie się coś zagotowało.
- Powtórz to jeszcze raz, a ci wpierdolę. - odpowiedziałem wściekły, a mój starszy braciszek wybuchnął śmiechem. Naszą pogawędkę przerwało głośne pukanie do drzwi.
- Otwarte! - krzyknął James, a do domku wparowały oszołomione i zapłakane dziewczyny. Poderwałem się od razu na nogi tak jak chłopacy i podeszliśmy do nich.
- Co się stało? Gdzie Caroline? - spojrzałem ponad nie, ale nigdzie nie dostrzegłem mojej blondyneczki i zacząłem się bardzo niepokoić. Beau przytulił roztrzęsioną Monicę, a Luke Susan.
- O-ona zniknęła. - wyjąkała Sue, a mi przed oczami zrobiło się ciemno.
- Jak to kurwa zniknęła?
- Już spałyśmy, gdy nagle usłyszałyśmy odgłos rozbijanego szkła i krótki krzyk. Po zapaleniu światła zobaczyłyśmy, że okno od łózka Caroline jest wybite, a ona zniknęła i Eric też.
- Kurwa mać, mówiłem, że z nim jest coś nie tak! A wy mi nie wierzyliście i teraz moja Caroline zniknęła.
- zacząłem wkurwiony chodzić po całym domku i kopać wszystko co leżało mi na drodze.
- Spokojnie Jai, znajdziemy ją. - Daniel poklepał moje ramię, a ja się odsunąłem i spojrzałem na niego kpiąco.
- Jak mam być spokojny? Straciłem ją znowu! - walnąłem w mały stolik przy ścianie, który się rozwalił. Poczułem wibracje w kieszeni, a gdy wyciągnąłem telefon to ujrzałem sms'a od zastrzeżonego numeru.

Mówiłem, że lepiej żebyś na nią uważał, bo może wpaść w niepowołane ręce.
Niestety nie słuchałeś mnie drogi kolego.


- Cholera Erick współpracuje z Nickiem! Mają moją Caroline.

1 komentarz:

  1. Zarwałam połowe nocy by przeczytać wszystko od nowa xD I dziękuje Ci, że wróciłaś do pisania ;* rozdział świetny <3 (pod poprzednimi rozdziałami zostawiałam komentarze jako "Wiśnia" jakby co ;) )

    OdpowiedzUsuń