wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 31.

- Beau i Daniel wejdą od tyłu budynku. James zostanie i będzie obserwować teren. Luke z resztą otoczy budynek, zrozumiano? - spojrzałem na nich twardym wzrokiem, a oni pokiwali głowami.
- A ty co zrobisz? - zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Luke'a jakby powiedział największą głupotę.
- To chyba oczywiste, że ja wchodzę głównym wejściem?
- Sam? Może jednak z tobą pójdę, nasza ekipa przecież potrafi otoczyć budynek bez mojej pomocy. - przewróciłem oczami, jego nadopiekuńczość czasami mnie wykańcza.
- Nie dasz mi spokoju jak nie pójdziesz ze mnę, co? - mój bliźniak jedynie pokiwał głową, a ja westchnąłem i skinieniem zgodziłem się na to by poszedł ze mną. Chłopaki poszli na swoje miejsca, a ja załadowałem mój pistolet i kiwnąłem do Luke'a.
- Wiesz co możesz tam zastać, prawda? - usłyszałem cichy szept za plecami i automatycznie się zatrzymałem. Nie, nie wiem co mogę tam zobaczyć. Ciągle sobie wyobrażałem jak Caroline siedzi po prostu zamknięta w jakimś pokoju, jest sama i przestraszona. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że ten idiota mógłby jej coś zrobić. Nie ma mowy.
- Nie. Z Caroline jest wszystko w porządku. - warknąłem i uchyliłem drzwi. W odpowiedzi usłyszałem jedynie westchnięcie, ale postanowiłem to zignorować. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że nikogo  w pobliżu nie ma. Prawdopodobnie Nick wysłał większość na patrol, a przede wszystkim nie spodziewał się, że przybędę. I tu się kurewsko mylił. Ręką dałem znać bratu, że jest czysto. W drugiej cały czas ściskałem moją broń, a palec lekko leżał na spuście. Przechodziliśmy korytarzem i zaglądaliśmy do każdych drzwi, niestety w żadnych nie znaleźliśmy mojej słodkiej blondyneczki. Zbliżając się do końca usłyszałem kroki w jednym z pokoi. Szybko zbliżyłem się do ściany i najciszej jak potrafiłem zbliżałem się do wyznaczonego miejsca. Kopniakiem otworzyłem drzwi i razem z bratem znaleźliśmy się w pomieszczeniu, trzymając pistolety na wyciągnięcie ręki. Ujrzałem Nicka, który uśmiechał się promiennie, jednak jego oczy wyrażały zdziwienie i strach. Jednak to nie jego sylwetka przykuła mój wzrok. Za nim siedziała przywiązana do krzesła Caroline.
Miałem wrażenie, że świat się dla mnie zatrzymał.
Moja Caroline.
Ledwo kontaktująca z rzeczywistością. Głowa lekko opadała jej na ramię, które było ubabrane w krwi. Oczy miała mocno zaciśnięte z bólu. Nie miała na sobie spodni, a jej koszulka była cała pocięta. Na ten widok miałem ochotę się rozpłakać. Pierwszy raz od wielu lat chciałem rozpłakać się jak mały chłopiec. Dlaczego ja do tego dopuściłem? To przeze mnie tylko wycierpiała.Nie mogłem znieść tego widoku i pełne nienawiści oraz rozpaczy spojrzenie przeniosłem na chuja, który skrzywdził moją księżniczkę.
- Ty sukinsynie. - warknąłem i mocniej zacisnąłem dłonie na broni, zbliżając się do Saker'a. Widziałem strach, ale również wypełniającą go dumę. Cieszył go stan do jakiego mnie doprowadził, czerpał z tego wiele radości.
- Oh Jai! A już się bałem, że nie wpadniesz pożegnać się ze swoją Caroline. - zaśmiał się, a ja przyłożyłem brań do jego skroni. - Skąd ta złość mój drogi? Nie mogę spędzić miło czasu z twoją dziewczyną? - ironią próbował zaszyfrować swój strach, ale nie udawało mu się. Jednakże doskonale wychodziło mu wyprowadzanie mnie z równowagi.
- Zapłacisz mi za to co jej zrobiłeś. - wysyczałem mu te słowa w twarz, gdy nagle usłyszałem krzyk Luke'a.
- Jai za tobą! - dźwięk strzału rozniósł się po pomieszczeniu, a mnie przeszył przeraźliwy ból. Nie wiem kto oddał strzał, ale zostałem poraniony w ramię. Odwróciłem głowę i dostrzegłem bliźniaka z bronią wycelowaną w moją stronę. Dopiero po chwil dostrzegłem na ziemi krwawiącego Erica, dostał prosto w klatkę piersiową, czyli już nie żyje. Zrozumiałem, że musiał się do mnie zakradać i jedynym wyjściem było strzelenie, niestety kulka przeszła na wylot i drasnęła mnie. Czułem ciepłą ciesz spływającą po ręce i z grymasem odwróciłem się z powrotem do Nicka', który trzymał w dłoni mały nożyk.
- Strzel, a rzucę w nią tym nożem. - warknął podenerwowany, w końcu dotarło do niego, że nie ma już dla niego pomocy. Zawahałem się, ale szybko przemyślałem logicznie sytuację w jakiej się znajdujemy. Caroline jest za nim, na oślep jej nie trafi, a on nawet nie zorientuje się, w którym momencie strzelę.
- Dobra. - warknąłem i zdjąłem broń z jego skroni. Gdy uśmiech zagościł na jego twarzy wykonałem gwałtowny ruch. Usta i oczy otworzyły mu się z szoku i bólu. Poczułem gęstą ciesz na rękach, więc odepchnąłem jego ciało na ziemię. Z uśmiechem, który wcale nie wyrażał radości, przyglądałem się mu w ostatnich chwilach życia.
- W końcu dostałeś to na co zasłużyłeś już dawno. Zgnijesz tu Saker, rozumiesz? Nikt nie odnajdzie twojego ciała, bo po co miałby cię ktokolwiek szukać? To koniec. - zaśmiałem się gardłowo i podszedłem szybko do Caroline. Przykucnąłem i odwiązałem liny. Blondynka lekko rozszerzyła powieki i na mój widok jakby bardziej się uspokoiła. Złapałem ją na ręce i wtedy moje ranne ramię dało o sobie znać, warknąłem pod nosem i wstałem z podłogi.
- Może ja ją wezmę? - Luke znalazł się obok mnie i spojrzał na nią opiekuńczo, a ja pokiwałem przecząco głową. Zrozumiał, że ma nas zostawić, więc poszedł przodem. Spojrzałem na Caroline czule i z bólem w oczach. Cały czas czułem jaka jest spięta, jakby nie chciała bym ją dotykał. Ręką odgarnąłem jej włosy z czoła i pocałowałem w tamtym miejscu.
- Już wszystko w porządku kochanie, to ja Jai. Jesteś już bezpieczna, nic ci się już nigdy nie stanie. Obiecuję. - szeptałem, bo bałem się, że mój głos mógłby się od razu załamać. Nie rozumiałem jak można wyrządzić taką krzywdę takiej małej kruszynce. Jedna z łez wypłynęła mi z oka, ale szybko odwróciłem głowę. Wyrzuty sumienia zżerały mnie od środka, nie mogłem wyobrazić sobie tego co na wycierpiała. Poczułem delikatną dłoń na zarośniętym policzku, która starła słoną kroplę wody.
- Bałam się, że cię już nigdy nie zobaczę. - wyszeptałam rozpaczliwie. - Oni mówili, że mnie nie szukasz, że ci na mnie nie zależy. Jednak jesteś. Oni kłamali, przyszedłeś po mnie. - załkała, a ja wtuliłem twarz w jej.
- W życiu bym cię nie zostawił. Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza. Przepraszam cię Caroline.
- Nie masz za co Jai, to nie ty mi to zrobiłeś.
- Ale to przeze mnie. Gdybyś mnie nie poznała nigdy by się to nie wydarzyło. Boże jaki ja jestem samolubny, nie wiem o czym myślałem gdy chciałem żebyś ze mną została. Wiedziałem na jakie niebezpieczeństwo cię narażam, ale i tak w to brnąłem aż w końcu się stało. To czego najbardziej się bałem.
- Jai, nie cofniesz tego, poza tym gdybyś pozwolił mi odejść to nie poznałabym miłości mojego życia. - po tych słowach w moim sercu rozlało się jakieś ciepło, posłałem jej uśmiech.
- Kocham cię Caroline.
- A ja ciebie. - wyszliśmy na zewnątrz, nasza ekipa wróciła, zostali tylko przyjaciele. Chłopacy rzucali w naszym kierunku smutne i pocieszające spojrzenia. Wsadziłem Vess do auta, zapiąłem jej pasy i sam usiadłem na miejscu kierowcy.
- Wracamy do domu Caroline. - ścisnąłem jej kolano, ale poczułem jak się spina, więc szybko odsunąłem rękę. Ze smutkiem stwierdziłem, że czeka nas jeszcze dużo do przejścia, ale razem damy radę wszystkiemu. Jeszcze wróci moja szczęśliwa dziewczynka.

* chciałam przeprosić, że przez tydzień nie było rozdziału, ale byłam nad morzem x
i przede wszystkim mam BARDZO WAŻNE WIADOMOŚCI:
1) z radością oznajmiam, że to ostatni rozdział Brutal Life, jeszcze w tym tygodniu prawdopodobnie dodam epilog, nie mogę uwierzyć, że to się kończy, będę za wami tęsknić:( ♥
2) kończę to opowiadanie, ale mam zamiar pisać kolejne "Diagnose me", czyli "rozszyfruj mnie", oczywiście znów głównym bohaterem będzie Jai, teraz tematyka może być dla niektórych trochę dziwna XD ale ja po prostu kocham takie rzeczy, tak więc króciutki opis;
"Do miasta, w którym mieszka Caroline, wprowadza się trójka braci. Nikt nic nie wie na ich temat. Zaczynają chodzić do tej samej szkoły co ona. Od tamtego dnia Caroline ciągle dostaje dziwne wiadomości i przytrafiają się jej niewyjaśnione sytuacje. Kto jest odpowiedzialny za strach wywoływany u dziewczyny? Co się zmieni kiedy Caroline pozna swojego prześladowcę? Tego dowiesz się czytając
Diagnose me."
PODSTAWOWE PYTANIE, CZY BĘDZIE KTOŚ TO CZYTAĆ?
Opowiadanie będę pisać tylko na wattpadzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz